WPISY

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SMAK ZDROWIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SMAK ZDROWIA. Pokaż wszystkie posty
Słowa, zawarte w tytule idealnie odzwierciedlają historię Artura – aktualnie - 30 letniego pasjonata sportu, dla którego kalistenika stała się bronią w walce z przepukliną kręgosłupa, która pojawiła się w jego życiu, wywracając je do góry nogami. Bardzo chciałabym udostępnić informacje, jakie przekazał mi Artur, bo uważam, że mogą one pomóc osobom, zmagającym się z podobnym problemem.
A historia wyglądała mniej więcej tak..

,,Od zawsze pasjonowałem się sportem. Zapasy trenowałem już od 9 roku życia, regularnie ćwiczyłem i ogólnie dbałem o swoją kondycję i zdrowy tryb życia. Nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem, byłem można rzec - okazem zdrowia. Pewnego dnia, w czasie pracy na rusztowaniu przewróciłem się, po czym upadłem na kręgosłup w pozycji skulonej na betonową posadzkę. Po tym wydarzeniu nic nie wskazywało na to, abym doznał jakiś poważniejszych obrażeń i szkód.. czułem się jak dotychczas – pełny sił i zapału pracowałem, trenowałem, nie oszczędzając się kompletnie. Wszystko było na swoim miejscu.. ale niestety nie trwało to długo..
Po ok. 2 miesiącach zacząłem odczuwać bóle w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Wydawało mi się, że to zwykłe ,,przewianie” lub tak zwane ,,korzonki”. Bynajmniej tak nie było.. Przy rozbiórce domu, jaką w tym czasie przeprowadzałem, przyszło mi dźwigać ciężkie i masywne, drewniane bale. Na drugi dzień nie mogłem podnieść się z łóżka. Czułem intensywny ból kręgosłupa, przeszywający całe moje ciało, a piętnujący zwłaszcza na prawą nogę. Nie mogłem jej podnieść nawet na 15 cm do góry. Nie wiedziałem co się dzieje.. Z cudem udało mi się podnieść i jakoś dojechać do lekarza. Diagnoza była przerażająca – rwa kulszowa w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Tomografu, który miał być dopiero za miesiąc wyczekiwałem z ogromnym napięciem. Był to najgorszy miesiąc mojego życia. Jakoś go na szczęście doczekałem, ale przyznam nie było łatwo. Zwykłe, przyziemne czynności, takie jak choćby nawet pójście do toalety sprawiały mi problem, bo musiałem wstać i jakoś doczołgać się do łazienki. Nareszcie nastąpił mój wyczekiwany dzień – zdiagnozowano 12 milimetrową przepuklinę. Lekarz jasno zakomunikował, że muszę zmienić charakter pracy i przestać trenować.. czyli porzucić całe swoje dotychczasowe życie.. Chciało mi się płakać, wszystko nagle straciło sens. Od jednego lekarza do drugiego, zastrzyk przeciw zapalny w kręgosłup, szperanie w sieci – fora, poradniki, portale społecznościowe. Znalazłem już nawet odpowiedniego neurochirurga i umówiłem się na operację. Tym wtedy żyłem. Z biegiem czasu ból, zaczął nieco ustępować, nie doskwierał tak bardzo. Zbliżający się termin operacji zamiast wywoływać ulgę, coraz bardziej mnie przerażał… Postanowiłem umówić się na wizytę do fizjoterapeuty. Te kilka seansów, jakie u niego miałem zdawały się być raczej marną szansą na znaczną poprawę zdrowia. Dostałem od niego jednak zestaw odpowiednich dla mnie ćwiczeń, wzmacniających kręgosłup i brzuch. Wtedy pojawiła się iskra nadziei, że jednak jakoś się z tego wywinę. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i że kosztować mnie to będzie masę pracy.
Zacząłem regularnie ćwiczyć. Oczywiście musiałem uważać, nie było co do tego żadnych wątpliwości, ale w miarę upływu czasu, moje treningi stawały się coraz bardziej intensywne, a ja zaczynałem czuć się coraz lepiej.
Minęło już 3 lata od nieszczęśliwego wydarzenia, a ja nie czuję, abym kiedykolwiek doświadczył podobnych obrażeń. Rok temu zafascynowała mnie kalistenika (street workout), odrzuciłem siłownię i sam postanowiłem spróbować swych sił w tym sporcie. Od tego czasu regularnie ćwiczę na paraletkach, drążkach i poręczach. Dzięki temu zyskałem sprawność fizyczną o jakiej przed kontuzją mogłem jedynie pomarzyć. Gdy miałem ostatnio wizytę u neurologa, ten patrzył na mnie z niedowierzaniem. Sam nie wierzył w to, że jakoś mi się uda. Ja jednak się nie poddałem i teraz mogę się tylko cieszyć. Moja determinacja się opłaciła. Mam nadzieję, że to się nie zmieni i kiedyś będę mógł sam wziąć udział w zawodach street workout. Ćwiczenia na drążku usprawniają nie tylko kręgosłup i brzuch, ale całe ciało. Angażują partie mięśni, które czasami bywają nawet przez lata nie używane. Kalistenika zmieniła moje życie na zawsze, mogę otwarcie powiedzieć, że narodziłem się na nowo.”


Poprzez swoją historię Artur pragnie powiedzieć, że jeśli macie jakiś problem ze zdrowiem, kontuzja sprawiła, że nie możecie robić wielu rzeczy, które dotychczas były dla Was bardzo ważne, nie poddawajcie się i spełniajcie swoje marzenia! Sport wpływa na organizm zarówno z zewnątrz jak i od środka. Nie trzeba przechodzić ciężkich operacji i z góry skazywać się na ograniczenia do końca życia. Wystarczy znalezienie odpowiednich ćwiczeń i umiejętne zagospodarowanie czasu na nie. Zbudować samego siebie na nowo, nie jest prosto, ale jeśli ma się motywacje, jaką jest rodzina, dom, zdrowie, praca i własne marzenia, wszystko da się zrobić, bowiem nie ma rzeczy nie możliwych. Jeśli masz pytania, dotyczące zarówno samej przepukliny kręgosłupa, jak i kalisteniki – odsyłam na STRONĘ Artura na facebooku. Dodam, że wszystkie wiadomości są na bieżąco odczytywane i nie ma takiej możliwości, abyś pozostał bez odpowiedzi!

Synoptycy zapowiadają kolejną falę upałów, ale nie dla każdego jest to prognoza, którą warto się cieszyć..
Zimą, kiedy na termometrze temperatura dochodzi do -10 stopni modlę się o lato.. ale kiedy nadchodzi ten mój upragniony czas i temperatura dobija do 35 stopni pluję sobie w twarz – jak mogłam tego wyczekiwać całą zimę..?

Lato kojarzy się z przyjemnym okresem praktycznie dla wszystkich. Wakacje, odpoczynek, stres zażegnany, mamy wszystko gdzieś i przechodzimy do fazy pt. ,,pełny chill”. Wydawać by się mogło, że wszystko jasne, ale.. kiedy temperatura osiąga zbyt dużą wartość, niektórzy zaczynają marudzić.. Organizm nie funkcjonuje tak jak powinien, dlatego często skarżymy się na obrzęki, opuchnięcia i złe samopoczucie. Z tego powodu, bardzo ważne jest, abyśmy zachowali właściwą dietę, bogatą w proste związki, jak najmniej przetworzone. Szczególnie muszą uważać osoby z problemami krążeniowymi!

Należy unikać zbyt zimnych pokarmów typu lody, bo mogą spowodować szok termiczny. Zaleca się rezygnację z tłustych i ciężkich potraw, na rzecz lekkich i bogatych w witaminy produktów, to znaczy warzyw i owoców, kefirów i jogurtów. Należy jeść małe porcje, ale za to częste, najlepiej co 3 godziny. Śniadania powinny opierać się na kefirach, jogurtach, twarożkach z dodatkiem warzyw czy owoców, a na obiady preferuje się chłodniki i lekkie sałatki. Pomiędzy posiłkami warto przegryzać owoce czy warzywa – jak kto woli z dużą zawartością wody – maliny, truskawki, mango, arbuz, jabłka, śliwki, gruszki itd.


Oprócz tego, żeby prawidłowo jeść, trzeba pamiętać o regularnym przyjmowaniu płynów. Zaleca się odstawienie słodzonych napojów, jeżeli ktoś takie przyjmuje i picie dużej ilości wody, najlepiej lekko schłodzonej. Tylko pamiętajmy, że zbyt zimne jedzenie czy picie może wywołać szok dla naszego organizmu! Jeżeli chodzi o wodę to najlepiej ta wysoko zmineralizowana, bo upały wzmagają pocenie się, a w związku z tym utratę elektrolitów. Dlatego też polecany jest wtedy sok pomidorowy. Nie dość, że dostarczy witamin, to jeszcze wspaniale orzeźwi. Na upały dobrze jest pić herbaty o temperaturze pokojowej – mięta, która orzeźwi i zielona, która ma właściwości wychładzające i oczyszczające, a do tego przyśpiesza metabolizm.
Ogółem powinno się pić ok. 2-3 litry na dzień, ale wiadomo, że wszystko zależy od masy ciała i warunków, w jakich przebywamy – wysiłek fizyczny, przebywanie w bardzo gorących pomieszczeniach, na słońcu będą wymagały dostarczenia większej ilości płynów.

Tytuł jest jednoznaczny.. Ale nie o osobie z pozoru cichej i niewinnej, a w rzeczywistości tryskającej energią i pełnią towarzyskości! O wodzie, z której w 65% jesteśmy zbudowani i z którą stykamy się na co dzień, dostarczając sobie jej zalecaną przez dietetyków dawkę 2,5l dziennie. Co daje, po co ją pić i kilka możliwości jej spożywania.
Dzięki piciu odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia sprawiamy, że w naszym organizmie zachowana jest prawidłowa gospodarka elektrolitowa. To sprawia, że czujemy się dobrze, a osłabienie, zawroty głowy, w skrajnych przypadkach drgawki, a więc objawy ubytku wody w organizmie, nam nie straszne. Warto dodatkowo zadbać, aby zawierała dostateczne ilości minerałów – i tutaj kłaniają się etykiety. Wykazano, że najlepsza woda mineralna, dostępna w supermarketach w przystępnej cenie ma lekko ponad 2000mg minerałów na litr. To naprawdę bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że często lansowane w reklamach wody, wydawałoby się, że to te najlepsze mają po 300mg/l a cenowo praktycznie nie ma różnicy w porównaniu do tej wysoko zmineralizowanej, wspomnianej przeze mnie wcześniej. Dlatego jeszcze raz – czytajmy etykiety!

Dzięki spożywaniu zalecanej ilości wody nawadniamy nie tylko komórki naszego ciała, ale też skórę. Usprawniamy tempo przemiany materii, układ odpornościowy, nerwowy i mięśniowy. Zmniejszamy ilość toksyn w organizmie, a nasza sprawność fizyczna działa jak należy.
Gdzie ukryta jest woda? A jak można jej spożywanie troszeczkę ,,podrasować”?

1.Herbaty
W moim przypadku dzień bez herbaty to dzień stracony. Zioła – m.in. mięta na orzeźwienie, melisa na stres, rumianek na kłopoty żołądkowe. Smakowe typu dzika róża, biała z pigwą i wiele wiele innych to prawdziwy raj dla smakoszy herbat. Moją ulubioną jest zielona Gun Powder, ale często sięgam też po czerwoną Pu-Erh – tzw. przyśpieszacz spalania tłuszczyku :P. Co do zielonej to warto pamiętać o tym, że zawiera kofeinę, dlatego szczególnie muszą tutaj uważać osoby, cierpiące na kłopoty ze snem . I to jest sprawdzone info przeze mnie samą, więc naprawdę, uważajcie :D

2.Woda + coś..
Chyba każdy przynajmniej raz w życiu pił wodę z cytryną. Latem warto dodać kilka listków mięty, dorzucić kostki lodu i popijać sobie jako lemoniadę. Warto dodać wtedy świeże bądź mrożone maliny, jagody, borówki, porzeczki.. – owoce jakie mamy pod ręką – nie dość że podniosą estetykę, to dostarczą odrobiny witamin.
Ponadto wodę poleca się pić:
- codziennie rano – szklanka przegotowanej wody z łyżeczką miodu i plastrem z cytryny - ma przyśpieszyć metabolizm, oczyścić organizm z toksyn,
- jednodniowym detoksie, bo cytryna ma rewelacyjne właściwości oczyszczające,
- na bardzo gorące i upalne dni – wspaniałe orzeźwienie
- na kłopoty z wypróżnieniem – na noc zalać 3-4 śliwki suszone zwykłą, przegotowaną wodą i dostawić na noc, po czym rano wypić
- w zupach – te jarzynowe są naprawdę świetne, nie dość, że ,,pijemy” to jeszcze dostarczamy sobie z warzyw tony witamin.


Mam nadzieję, że post nie okazał się dla nikogo nudny.. Zachęcam do komentowania!
xoxo

W sklepach możemy spotkać różnego rodzaju jedzenie – od zwykłych grahamek, wędlin, czekolad po żelki, ciastka, soki. Często z przyzwyczajenia sięgamy po niektóre, znane nam od dziecka produkty, które wydają się nam być zdrowe i pełnowartościowe. Niestety bywa tak, że producenci dodają mnóstwo ulepszaczy i konserwantów, w związku z czym wartość jedzenia, które wydaje się być takie zdrowe i bogate w witaminy spada na rzecz właśnie tych dodatków.
Dzisiaj przygotowałam dla Was kilka przepisów i porad, które stosuję na co dzień, a które pozwalają ograniczyć spożywanie niezdrowych składników zawartych w ,,sklepowym żarciu”.

Granola domowej roboty















Na półkach sklepowych aż roi się od wszelkiej maści Muesli. Kiedyś bez zastanowienia się nad tym, co tam w środku jest, brałam jakiekolwiek, sugerując się jedynie obrazkiem na opakowaniu i smakiem. Ale kiedy zaczęłam trochę kombinować ze swoją dietą, bardziej przyglądać się temu, co jem, zmieniło się to. Przystanęłam nad głupią półką sklepową i spędziłam przy niej dobre 15-20 minut, czytając składy poszczególnych paczek.. Co z tego wyszło? Nic co byłoby w przystępnej cenie się nie nadawało – ulepszacze, aromaty, mnóstwo niezdrowego cukru i konserwanty. Produkty z wyższej półki, chociaż były nieco mniej bogate w tą całą gamę dodatków smakowych, nie pozostawały bez skazy. Co zrobiłam? Już wcześniej podczas przeglądania kulinarnych stron w internecie stykałam się z wieloma, przeróżnymi przepisami na granole. Nigdy jednak nie próbowałam sama się tego podjąć, twierdząc że nie ma takiej potrzeby, skoro w sklepach tyle tego jest.. W końcu się zdecydowałam.
Po roku samodzielnego robienia Muesli przekonałam się, które odpowiada mi najbardziej. Podaję Wam przepis, na to, które ostatnio przygotowywałam:

Składniki:
-2 szklanki płatków owsianych
-2 szklanki otrębów owsianych
-1 szklanka uprażonego uprzednio na patelni słonecznika
-3/4 szklanki siemienia lnianego
-1/2 szklanki pestek z dyni
-1 szklanka płatków jaglanych
-opcjonalnie garść żurawiny, orzechów (te warto wcześniej uprażyć), gorzkiej czekolady, sezamu – to zależy od indywidualnych upodobań
-miód + sok z cytryny (5 płaskich łyżek miodu + sok z połowy cytryny w oddzielnym naczyniu mieszamy)
Przygotowanie:
Wszystko wsypujemy do jednej, dużej miski, dodajemy miód z sokiem z cytryny i mieszamy szpatułką. Jeżeli będzie za mało lepkie możemy dodać jeszcze trochę miodu, a jeżeli zbyt lepkie – odrobinę wody. Rozkładamy na blasze wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia i prażymy w 200 stopniach na złoty kolor – zależne od piekarnika – u mnie trwa to ok. 15-20 minut. Warto co jakiś czas wyciągnąć blachę w trakcie prażenia z piekarnika i delikatnie przemieszać granolę.
Oczywiście zdaję sobie sprawę że moje Muesli, jak każde inne zawiera dużo kalorii - 5 łyżek miodu, siemię lniane, orzechy itd.. Pamiętajmy jednak, że chodzi tutaj o wartość odżywczą, jakiej dostarczymy sobie podczas zajadania porannego Muesli. Sprawi to, że będziemy syci na dłużej, cukier tak szybko nam nie spadnie, dostarczymy sobie dużej ilości błonnika, węglowodanów i witamin z grupy B, odżywimy mózg i naszą skórę. Ograniczymy tym samym spożycie większej ilości cukrów prostych, bo i ulepszaczy dużo mniej niż w pospolitych Muesli ze sklepu i to my kontrolujemy to, ile dodajemy miodu, odpowiedzialnego za słodki smak i konsystencję granoli.





Placuszki owsiane

Przepis pochodzi z diety Dunkana. Mam go od osoby, która przez jakiś czas stosowała tą dietę. Oczywiście trochę go zmodyfikowałam :D

Składniki:
-4 łyżki wysokobłonnikowych otrąb owsianych
-4 łyżki płatków owsianych
-1 jajko
-1 serek grani
-ok. 50-60g jogurtu naturalnego
-sól/pieprz do smaku
Przygotowanie:
Wszystko razem mieszamy i nakładamy szpatułką, rozsmarowując placka na grubość ok pół centymetra na wyłożonej papierem do pieczenia blasze (po półtorej łyżki na jeden placek). Pieczemy w 200 stopniach jakieś 30-35 minut - na złoty kolor. Z przepisu wychodzi ok. 5 placków.


Placki bardzo dobrze komponują się same, bez żadnych dodatków, z twarożkiem, zarówno na słodko jak i słono.


Soki warzywne
Bardzo cenne źródło witamin! Na rynku można spotkać naprawdę wysokiej jakości soki warzywne, które w 100% składają się z warzyw. Można w nich spotkać takie składniki jak pomidory, buraki, pietruszka, marchewka, imbir, tabasco, chili i wiele innych cennych warzyw i przypraw. Taki sok jak np. pomidorowy, wyjęty z lodówki w upalne dni, mogą na długo zaspokoić nasze pragnienie.





Batony zbożowe
Prawie każdy ma w życiu momenty, w których ucieka się do.. jedzenia słodyczy! Bywa tak, że zapomina się o zdrowym rozsądku i je co popadnie, byleby słodkie.. Ale w tym wszystkim trzeba jednak zachować pewien umiar. Nie chodzi już o samo przyjmowanie zbyt dużej ilości jedzenia, ale o pochłanianie zbyt dużej ilości konserwantów.
Wtedy warto zabezpieczyć się w wysoko błonnikowe batony Muesli, które pomogą nam chociaż trochę zminimalizować ilość przyjmowanych pokarmów i konserwantów i pozostać sytym na dłużej. Polecane są również przy wysokim wysiłku fizycznym, ze względu na wysoką kaloryczność.

Przepis:
-szklanki płatków owsianych
-2 szklanki otrębów owsianych
-1 szklanka uprażonego uprzednio na patelni słonecznika
-3/4 szklanki siemienia lnianego
-1/2 szklanki pestek z dyni
-1 szklanka płatków jaglanych
-garść żurawiny
-garść ulubionych orzechów (te warto wcześniej uprażyć)
-4-5 kostek gorzkiej czekolady (kroimy drobno)
-6 płaskich łyżek miodu
-2 czubate łyżki masła
-3 czubate łyżki masła orzechowego
-szczypta soli do smaku
Przygotowanie:
Najpierw w oddzielnym naczyniu mieszamy miód, masło i masło orzechowe do uzyskania takiej względnie jednolitej konsystencji papki. Później do oddzielnej miski wrzucamy pozostałe składniki, dodajemy naszą papkę i rozsmarowujemy na blaszce wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy na złoty kolor. Odstawiamy do ostygnięcia na jakieś 30 minut. Następnie kroimy w podłużne paseczki i batony gotowe.
Kwestia miodu i masła orzechowego jest indywidualna, ważne jest jedynie to, aby zlepić składniki, w związku z czym patrzmy na konsystencję i próbujmy nim włożymy do piekarnika ;).


Gorąco zachęcam do wypróbowania przepisów! A może Wy znacie jakieś, którymi chcielibyście się podzielić? Zachęcam do udostępniania ich w komentarzach :)