WPISY

Przepraszam wszystkich czytelników za brak obowiązkowości i tak rzadkie posty.. Obiecuję, że pod koniec maja, tuż po maturkach się to zmieni.. :D Mam mnóstwo pomysłów na posty, ale niestety brak czasu na ich realizację..
W związku z tym, że dziś mamy pierwszy dzień ferii (oczywiście zdaję sobie sprawę, że u niektórych się one właśnie skończyły), chciałabym przedstawić Wam sposoby na walkę z największym wrogiem dzisiejszych czasów – stresem!

,,To, że organizm zwierzęcia lub człowieka w wypadku wystąpienia zjawisk zagrażających życiu był niezwłocznie alarmowany i mógł natychmiast stawiać opór, z punktu widzenia historii było korzystne. Dzięki reakcjom swego organizmu człowiek atakowany przez drapieżnika mógł natychmiast błyskawicznie uciec w bezpieczne miejsce lub skutecznie przeciwdziałać niebezpieczeństwu. Jeszcze dziś organizm wobec wielu zdarzeń wykazuje reakcje alarmowe lub obronne. Jednak inaczej niż dla jego przodków, dla współczesnego człowieka walka czy ucieczka nie jest już właściwym zachowaniem w takich sytuacjach. Nieustające reakcje alarmowe mogą nawet szkodliwie oddziaływać na organizm i jego funkcje. Dlatego żyjący obecnie człowiek musi się nauczyć żyć z obciążeniami, by nie stać się ofiarą i nie złamać się z powodu wyczerpania.”
(źródło: ,,Wprowadzenie do psychologii”- Gerd Metzel)


Zacznę więc od razu, bez owijania w bawełnę.. moje propozycje na odstresowanie się:

#1.Kubek ciepłej herbaty i książka.

#2.Rysowanie, malowanie, szkicowanie i wszelkie inne prace plastyczne. Dla tych którzy tak jak ja, bardzo lubią tego typu rzeczy, to prawdziwy raj móc chociaż na chwilę oderwać się od rutynowego schematu dnia i zacząć realizować wizje, tkwiące nam w głowie. Ostatnio bardzo popularne stały się kolorowanki antystresowe, także Ci, którzy wolą samo malowanie również będą mogli się odnaleźć w tej dziedzinie, jaką jest plastyka, gorąco polecam!

#3.Ćwiczenia. Wysiłek fizyczny, oczywiście w przyzwoitych ilościach - nie za dużo nie za mało.. sprzyja produkcji endorfin. Dodatkowo przyśpiesza przemianę materii, uwalniając nas od poczucia ciężkości, a sprawiając że czujemy się lekko i w pewnym odniesieniu także świeżo, pomimo wylania potów na treningu.

#4.Sen. Nawet 30 minut snu w ciągu dnia pomaga złagodzić skutki zmęczenia psychicznego. W moim przypadku się to nie sprawdza, bo nie jest możliwe zaśnięcie w innym momencie doby niż noc, chyba że jestem bardzo zmęczona.. ale wiem, że niektórzy to uwielbiają.

#5. Gotowanie, pieczenie, dekorowanie. Chodzi o zrobienie czegoś, wymagającego puszczenia wodzy naszej wyobraźni. Wtedy nie musimy skupiać się na trudnych i skomplikowanych sprawach a uruchomić przeciwną półkulę i trochę pofantazjować. Wspaniale sprawdza się upieczenie np. ciastek a następnie zabawa w dekorowanie ich. Łączenie składników o różnych kolorach, zapachach i smakach wyzwala w nas prawdziwego artystę i co najważniejsze, pozwala chociaż trochę zniwelować napięcie wywołane przez stres.

#6.Domowe DIY. Zabawa w złotą rączkę dla niektórych także może okazać się jedną z metod skutecznego odstresowania się.

#7.Wygłupy z przyjaciółmi, spacer z psem, kino, teatr.. .


XOXO
W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, pragnę złożyć wszystkim Czytelnikom bloga najserdeczniejsze życzenia! Dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. Abyście w Nowym 2016 roku spełnili wszystkie swoje najskrytsze marzenia i zrealizowali życiowe plany, a w obok Was nie zabrakło wartościowych ludzi. Miłości, prawdziwej przyjaźni i wytrwałości (w dalszym odwiedzaniu bloga również :P). Wszystkiego, ale to wszystkiego najlepszego!
Grudzień zbliża się wielkimi krokami.. Powoli zaczynamy wkraczać w okres świąteczny, dlatego zdecydowałam się na upieczenie korzennych ciastek. Akurat moje wyprodukowały się wyjątkowo wcześnie, ale to z tego powodu, że mają posłużyć za prezent i to nie świąteczny :P
Ciastka są typowym przysmakiem Bożonarodzeniowym. Pachną cynamonem i wanilią, a ich cudowny, korzenny aromat nadaje podczas pieczenia specyficzny zapach, kojarzący się ze świętami. W ich składzie nie uwzględnia się miodu, przez co ciastka można jeść od razu, nie są twarde. Na grudniowy wieczór, w towarzystwie herbaty rozgrzewającej z imbirem i kardamonem sprawdzają się znakomicie!
Z góry przepraszam za tak długą nieobecność na blogu.. Mam nadzieję, że uda mi się nadrobić straty :)

Ciastka Korzenne

Składniki:
500g mąki
2 jajka
200g masła
200g cukru pudru i ok 2dag do posypania
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka cukru waniliowego
przyprawa korzenna (ilość wedle własnego gustu)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Przygotowanie:
Lekko rozpuszczamy masło, dodajemy do niego cukier puder, przyprawę korzenną, cynamon, wanilię i mieszamy. Następnie dodajemy jajka i dalej mieszamy. Później dorzucamy pozostałe składniki. Rozwałkowujemy na grubość ok. 0,5-1 cm i wycinamy ciastka o dowolnym kształcie. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok. 10 min. w temperaturze 180 stopni. Ostudzone posypujemy cukrem pudrem.


Smacznego! :)

Sezon na śliwki trwa, więc nie pozostaje nam nic innego, jak cieszyć się ich cudownym smakiem.. Są znakomitym elementem śniadania, obiadu, kolacji czy podwieczorka. Świetnie działają na układ trawienny, nerwowy i potrafią nawet poprawić samopoczucie :P Mają naprawdę bardzo dobry wpływ na nasz organizm. Jeżeli macie ochotę poczytać na ten temat więcej, odsyłam ->tutaj<-

Dziś mam dla Was przepis na coś bardziej na słodko - idealna alternatywa na niedzielne podwieczorki. Kluczowym elementem ciasta są owoce - w tym wypadku - śliwki, o których wspomniałam już wcześniej. Jest obecny w moim domu od pokoleń. Pieczony przez babcię, później mamę, a teraz przeze mnie, budzi wspomnienia dzieciństwa, kiedy jeszcze ciepły ukradkiem podjadałyśmy z siostrami. Gorąco polecam!

Kruche ciasto ze śliwkami


Składniki:

1 kg mąki
6 jajek (4 całe + 2 żółtka)
proszek do pieczenia (cały, ten na 1kg mąki)
20dag margaryny
20dag masła
śmietana (ok. 3 czubate łyżki)
cukier waniliowy
30dag cukru pudru
śliwki (ok. 40-50 sztuk)

Przygotowanie:

1. Przesiać: mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia.
2. Dodać masło i margarynę, cukier waniliowy, jajka.
3. Zagnieść ciasto, a następnie podzielić je na 2 równe części.
4. Jedną rozwałkować na blachę (35x40cm), podziurkować widelcem, lekko podpiec (ok.10-12min. w temp. 200 stopni).
5. Pokroić śliwki na połówki.
6. Po podpieczeniu ciasta i wyciągnięciu go z piekarnika, układamy pokrojone śliwki - ,,brzuchem do dołu", posypujemy cukrem.
7. Rozwałkowujemy drugą część ciasta, pokrywamy nim śliwki. Musimy pozlepiać brzegi surowego ciasta, które znajduje się na wierzchu, z tym pod śliwkami, lekko podpieczonym, aby zapobiec wylewaniu się soku ze śliwek podczas pieczenia.
8. Wkładamy do piekarnika, nagrzanego do 200 stopni na ok 30 - 35 minut i pieczemy na złoty kolor.
9. Po przestygnięciu należy odwrócić ciasto na drugą stronę i posypać cukrem pudrem.


Smacznego! :)


Synoptycy zapowiadają kolejną falę upałów, ale nie dla każdego jest to prognoza, którą warto się cieszyć..
Zimą, kiedy na termometrze temperatura dochodzi do -10 stopni modlę się o lato.. ale kiedy nadchodzi ten mój upragniony czas i temperatura dobija do 35 stopni pluję sobie w twarz – jak mogłam tego wyczekiwać całą zimę..?

Lato kojarzy się z przyjemnym okresem praktycznie dla wszystkich. Wakacje, odpoczynek, stres zażegnany, mamy wszystko gdzieś i przechodzimy do fazy pt. ,,pełny chill”. Wydawać by się mogło, że wszystko jasne, ale.. kiedy temperatura osiąga zbyt dużą wartość, niektórzy zaczynają marudzić.. Organizm nie funkcjonuje tak jak powinien, dlatego często skarżymy się na obrzęki, opuchnięcia i złe samopoczucie. Z tego powodu, bardzo ważne jest, abyśmy zachowali właściwą dietę, bogatą w proste związki, jak najmniej przetworzone. Szczególnie muszą uważać osoby z problemami krążeniowymi!

Należy unikać zbyt zimnych pokarmów typu lody, bo mogą spowodować szok termiczny. Zaleca się rezygnację z tłustych i ciężkich potraw, na rzecz lekkich i bogatych w witaminy produktów, to znaczy warzyw i owoców, kefirów i jogurtów. Należy jeść małe porcje, ale za to częste, najlepiej co 3 godziny. Śniadania powinny opierać się na kefirach, jogurtach, twarożkach z dodatkiem warzyw czy owoców, a na obiady preferuje się chłodniki i lekkie sałatki. Pomiędzy posiłkami warto przegryzać owoce czy warzywa – jak kto woli z dużą zawartością wody – maliny, truskawki, mango, arbuz, jabłka, śliwki, gruszki itd.


Oprócz tego, żeby prawidłowo jeść, trzeba pamiętać o regularnym przyjmowaniu płynów. Zaleca się odstawienie słodzonych napojów, jeżeli ktoś takie przyjmuje i picie dużej ilości wody, najlepiej lekko schłodzonej. Tylko pamiętajmy, że zbyt zimne jedzenie czy picie może wywołać szok dla naszego organizmu! Jeżeli chodzi o wodę to najlepiej ta wysoko zmineralizowana, bo upały wzmagają pocenie się, a w związku z tym utratę elektrolitów. Dlatego też polecany jest wtedy sok pomidorowy. Nie dość, że dostarczy witamin, to jeszcze wspaniale orzeźwi. Na upały dobrze jest pić herbaty o temperaturze pokojowej – mięta, która orzeźwi i zielona, która ma właściwości wychładzające i oczyszczające, a do tego przyśpiesza metabolizm.
Ogółem powinno się pić ok. 2-3 litry na dzień, ale wiadomo, że wszystko zależy od masy ciała i warunków, w jakich przebywamy – wysiłek fizyczny, przebywanie w bardzo gorących pomieszczeniach, na słońcu będą wymagały dostarczenia większej ilości płynów.

Tytuł jest jednoznaczny.. Ale nie o osobie z pozoru cichej i niewinnej, a w rzeczywistości tryskającej energią i pełnią towarzyskości! O wodzie, z której w 65% jesteśmy zbudowani i z którą stykamy się na co dzień, dostarczając sobie jej zalecaną przez dietetyków dawkę 2,5l dziennie. Co daje, po co ją pić i kilka możliwości jej spożywania.
Dzięki piciu odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia sprawiamy, że w naszym organizmie zachowana jest prawidłowa gospodarka elektrolitowa. To sprawia, że czujemy się dobrze, a osłabienie, zawroty głowy, w skrajnych przypadkach drgawki, a więc objawy ubytku wody w organizmie, nam nie straszne. Warto dodatkowo zadbać, aby zawierała dostateczne ilości minerałów – i tutaj kłaniają się etykiety. Wykazano, że najlepsza woda mineralna, dostępna w supermarketach w przystępnej cenie ma lekko ponad 2000mg minerałów na litr. To naprawdę bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że często lansowane w reklamach wody, wydawałoby się, że to te najlepsze mają po 300mg/l a cenowo praktycznie nie ma różnicy w porównaniu do tej wysoko zmineralizowanej, wspomnianej przeze mnie wcześniej. Dlatego jeszcze raz – czytajmy etykiety!

Dzięki spożywaniu zalecanej ilości wody nawadniamy nie tylko komórki naszego ciała, ale też skórę. Usprawniamy tempo przemiany materii, układ odpornościowy, nerwowy i mięśniowy. Zmniejszamy ilość toksyn w organizmie, a nasza sprawność fizyczna działa jak należy.
Gdzie ukryta jest woda? A jak można jej spożywanie troszeczkę ,,podrasować”?

1.Herbaty
W moim przypadku dzień bez herbaty to dzień stracony. Zioła – m.in. mięta na orzeźwienie, melisa na stres, rumianek na kłopoty żołądkowe. Smakowe typu dzika róża, biała z pigwą i wiele wiele innych to prawdziwy raj dla smakoszy herbat. Moją ulubioną jest zielona Gun Powder, ale często sięgam też po czerwoną Pu-Erh – tzw. przyśpieszacz spalania tłuszczyku :P. Co do zielonej to warto pamiętać o tym, że zawiera kofeinę, dlatego szczególnie muszą tutaj uważać osoby, cierpiące na kłopoty ze snem . I to jest sprawdzone info przeze mnie samą, więc naprawdę, uważajcie :D

2.Woda + coś..
Chyba każdy przynajmniej raz w życiu pił wodę z cytryną. Latem warto dodać kilka listków mięty, dorzucić kostki lodu i popijać sobie jako lemoniadę. Warto dodać wtedy świeże bądź mrożone maliny, jagody, borówki, porzeczki.. – owoce jakie mamy pod ręką – nie dość że podniosą estetykę, to dostarczą odrobiny witamin.
Ponadto wodę poleca się pić:
- codziennie rano – szklanka przegotowanej wody z łyżeczką miodu i plastrem z cytryny - ma przyśpieszyć metabolizm, oczyścić organizm z toksyn,
- jednodniowym detoksie, bo cytryna ma rewelacyjne właściwości oczyszczające,
- na bardzo gorące i upalne dni – wspaniałe orzeźwienie
- na kłopoty z wypróżnieniem – na noc zalać 3-4 śliwki suszone zwykłą, przegotowaną wodą i dostawić na noc, po czym rano wypić
- w zupach – te jarzynowe są naprawdę świetne, nie dość, że ,,pijemy” to jeszcze dostarczamy sobie z warzyw tony witamin.


Mam nadzieję, że post nie okazał się dla nikogo nudny.. Zachęcam do komentowania!
xoxo

W sklepach możemy spotkać różnego rodzaju jedzenie – od zwykłych grahamek, wędlin, czekolad po żelki, ciastka, soki. Często z przyzwyczajenia sięgamy po niektóre, znane nam od dziecka produkty, które wydają się nam być zdrowe i pełnowartościowe. Niestety bywa tak, że producenci dodają mnóstwo ulepszaczy i konserwantów, w związku z czym wartość jedzenia, które wydaje się być takie zdrowe i bogate w witaminy spada na rzecz właśnie tych dodatków.
Dzisiaj przygotowałam dla Was kilka przepisów i porad, które stosuję na co dzień, a które pozwalają ograniczyć spożywanie niezdrowych składników zawartych w ,,sklepowym żarciu”.

Granola domowej roboty















Na półkach sklepowych aż roi się od wszelkiej maści Muesli. Kiedyś bez zastanowienia się nad tym, co tam w środku jest, brałam jakiekolwiek, sugerując się jedynie obrazkiem na opakowaniu i smakiem. Ale kiedy zaczęłam trochę kombinować ze swoją dietą, bardziej przyglądać się temu, co jem, zmieniło się to. Przystanęłam nad głupią półką sklepową i spędziłam przy niej dobre 15-20 minut, czytając składy poszczególnych paczek.. Co z tego wyszło? Nic co byłoby w przystępnej cenie się nie nadawało – ulepszacze, aromaty, mnóstwo niezdrowego cukru i konserwanty. Produkty z wyższej półki, chociaż były nieco mniej bogate w tą całą gamę dodatków smakowych, nie pozostawały bez skazy. Co zrobiłam? Już wcześniej podczas przeglądania kulinarnych stron w internecie stykałam się z wieloma, przeróżnymi przepisami na granole. Nigdy jednak nie próbowałam sama się tego podjąć, twierdząc że nie ma takiej potrzeby, skoro w sklepach tyle tego jest.. W końcu się zdecydowałam.
Po roku samodzielnego robienia Muesli przekonałam się, które odpowiada mi najbardziej. Podaję Wam przepis, na to, które ostatnio przygotowywałam:

Składniki:
-2 szklanki płatków owsianych
-2 szklanki otrębów owsianych
-1 szklanka uprażonego uprzednio na patelni słonecznika
-3/4 szklanki siemienia lnianego
-1/2 szklanki pestek z dyni
-1 szklanka płatków jaglanych
-opcjonalnie garść żurawiny, orzechów (te warto wcześniej uprażyć), gorzkiej czekolady, sezamu – to zależy od indywidualnych upodobań
-miód + sok z cytryny (5 płaskich łyżek miodu + sok z połowy cytryny w oddzielnym naczyniu mieszamy)
Przygotowanie:
Wszystko wsypujemy do jednej, dużej miski, dodajemy miód z sokiem z cytryny i mieszamy szpatułką. Jeżeli będzie za mało lepkie możemy dodać jeszcze trochę miodu, a jeżeli zbyt lepkie – odrobinę wody. Rozkładamy na blasze wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia i prażymy w 200 stopniach na złoty kolor – zależne od piekarnika – u mnie trwa to ok. 15-20 minut. Warto co jakiś czas wyciągnąć blachę w trakcie prażenia z piekarnika i delikatnie przemieszać granolę.
Oczywiście zdaję sobie sprawę że moje Muesli, jak każde inne zawiera dużo kalorii - 5 łyżek miodu, siemię lniane, orzechy itd.. Pamiętajmy jednak, że chodzi tutaj o wartość odżywczą, jakiej dostarczymy sobie podczas zajadania porannego Muesli. Sprawi to, że będziemy syci na dłużej, cukier tak szybko nam nie spadnie, dostarczymy sobie dużej ilości błonnika, węglowodanów i witamin z grupy B, odżywimy mózg i naszą skórę. Ograniczymy tym samym spożycie większej ilości cukrów prostych, bo i ulepszaczy dużo mniej niż w pospolitych Muesli ze sklepu i to my kontrolujemy to, ile dodajemy miodu, odpowiedzialnego za słodki smak i konsystencję granoli.





Placuszki owsiane

Przepis pochodzi z diety Dunkana. Mam go od osoby, która przez jakiś czas stosowała tą dietę. Oczywiście trochę go zmodyfikowałam :D

Składniki:
-4 łyżki wysokobłonnikowych otrąb owsianych
-4 łyżki płatków owsianych
-1 jajko
-1 serek grani
-ok. 50-60g jogurtu naturalnego
-sól/pieprz do smaku
Przygotowanie:
Wszystko razem mieszamy i nakładamy szpatułką, rozsmarowując placka na grubość ok pół centymetra na wyłożonej papierem do pieczenia blasze (po półtorej łyżki na jeden placek). Pieczemy w 200 stopniach jakieś 30-35 minut - na złoty kolor. Z przepisu wychodzi ok. 5 placków.


Placki bardzo dobrze komponują się same, bez żadnych dodatków, z twarożkiem, zarówno na słodko jak i słono.


Soki warzywne
Bardzo cenne źródło witamin! Na rynku można spotkać naprawdę wysokiej jakości soki warzywne, które w 100% składają się z warzyw. Można w nich spotkać takie składniki jak pomidory, buraki, pietruszka, marchewka, imbir, tabasco, chili i wiele innych cennych warzyw i przypraw. Taki sok jak np. pomidorowy, wyjęty z lodówki w upalne dni, mogą na długo zaspokoić nasze pragnienie.





Batony zbożowe
Prawie każdy ma w życiu momenty, w których ucieka się do.. jedzenia słodyczy! Bywa tak, że zapomina się o zdrowym rozsądku i je co popadnie, byleby słodkie.. Ale w tym wszystkim trzeba jednak zachować pewien umiar. Nie chodzi już o samo przyjmowanie zbyt dużej ilości jedzenia, ale o pochłanianie zbyt dużej ilości konserwantów.
Wtedy warto zabezpieczyć się w wysoko błonnikowe batony Muesli, które pomogą nam chociaż trochę zminimalizować ilość przyjmowanych pokarmów i konserwantów i pozostać sytym na dłużej. Polecane są również przy wysokim wysiłku fizycznym, ze względu na wysoką kaloryczność.

Przepis:
-szklanki płatków owsianych
-2 szklanki otrębów owsianych
-1 szklanka uprażonego uprzednio na patelni słonecznika
-3/4 szklanki siemienia lnianego
-1/2 szklanki pestek z dyni
-1 szklanka płatków jaglanych
-garść żurawiny
-garść ulubionych orzechów (te warto wcześniej uprażyć)
-4-5 kostek gorzkiej czekolady (kroimy drobno)
-6 płaskich łyżek miodu
-2 czubate łyżki masła
-3 czubate łyżki masła orzechowego
-szczypta soli do smaku
Przygotowanie:
Najpierw w oddzielnym naczyniu mieszamy miód, masło i masło orzechowe do uzyskania takiej względnie jednolitej konsystencji papki. Później do oddzielnej miski wrzucamy pozostałe składniki, dodajemy naszą papkę i rozsmarowujemy na blaszce wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy na złoty kolor. Odstawiamy do ostygnięcia na jakieś 30 minut. Następnie kroimy w podłużne paseczki i batony gotowe.
Kwestia miodu i masła orzechowego jest indywidualna, ważne jest jedynie to, aby zlepić składniki, w związku z czym patrzmy na konsystencję i próbujmy nim włożymy do piekarnika ;).


Gorąco zachęcam do wypróbowania przepisów! A może Wy znacie jakieś, którymi chcielibyście się podzielić? Zachęcam do udostępniania ich w komentarzach :)







Dzisiaj chciałabym polecić Wam dwie fantastyczne książki i przepis na najlepsze na świecie ciasto drożdżowe, a że moja osobista wena twórcza dosięgła zenitu, szykujcie się na dużą dawkę filozoficznych wiadomości pomiędzy tym wszystkim :D

W dzisiejszych czasach, mamy możliwość obserwacji cennych zabytków, świadectw kultury i literatury powstałych na przestrzeni setek lat. Chodzimy do muzeów, teatru, kina, jeździmy na wycieczki szkolne do znanych, zabytkowych miast i podziwiamy uroki tamtejszych okolic. To sprawia, że wyrabiamy swoją opinię o świecie, zauważamy to, co było dla nas dotychczas niewidoczne. Każda epoka niesie ze sobą różne wzory piękna i brzydoty, ale w zależności od jej rodzaju, zmienia się też ich postrzeganie. Tematy religii, Chrystusa, mity, siły przyrody oraz sfera duchowa i materialna były natchnieniem dla znanych artystów, inspiracją do konstruowania przepięknych budowli, gmachów i budynków, obrazów i literatury które obecnie podziwiamy. Na przestrzeni epok możemy zaobserwować różne style – od prostoty życia przelanej na średniowieczne obrazy, literaturę i sztukę do skomplikowanych, przepełnionych przepychem, barokowych form artystycznych. W każdym z wymienionych stylów możemy wskazać zarówno to, co się nam podoba, jak i to co uznajemy za beznadziejne. Wszystko to zależy od gustu, upodobań, sposobu bycia i stylu życia, jaki prowadzimy.
Naszą stolicę buduje zarówno Starówka, stare kamienice oraz parki jak i nowoczesne drapacze chmur, wieżowce i biura. Zauważmy, że modernistyczne budynki, charakteryzujące się prostotą i brakiem obecności bogatych fresków, malowideł i elementów budowli są coraz częściej przez nas zauważalne. To świadczy o tym, że pomimo obserwacji złożonego piękna przepychu, prostota jest przez nas coraz częściej wykorzystywana. Dlaczego? Dzisiejsze społeczeństwo charakteryzuje się zabieganiem i brakiem czasu na wszystko. Tak jak wcześniej mówiłam – chodzimy do teatrów, muzeów i kin – ale uwaga - tylko nieliczni. Większości zwyczajnie się nie chce, albo po prostu nie ma na to czasu. Całe zabiegi, polegające na upraszczaniu naszego życia, w celu zmniejszenia związanego z nim wysiłku, sprowadziły się do przejścia w prostotę architektury, stylu życia i ubierania się. Coco Chanel wprowadziła w modę proste formy, tworząc jednocześnie ponadczasową klasykę w ubiorze, sferę dla bogatych dam. Do teraz możemy zaobserwować jak w wielu sieciówkach pojawiają się ubrania typu „basic” - czyli te najprostsze, bez żadnych udziwnień i kombinacji. Oczywiście wymyślne stroje, kreowane przez projektantów, wyznaczające trendy sklepom są akceptowane przez społeczeństwo ale właśnie te basic będą „wiecznie modne”. Ale to nie tylko w kwestii mody tak jest, bo obserwujemy to także w sztuce i rzeźbie, co z kolei widać po zestawieniu Starówki o której wspominałam, z drapaczami chmur. Świadczy to o stałym przypływie budowli o prostych kształtach i formach. Przechodząc do meritum całego dzisiejszego posta, chciałam sprowadzić nasze myślenie ku prostej formie życia. Czyli temu, co jest przez nas coraz częściej wdrażane w życie..


Klucz do spełnionego życia, lansowany w mediach, utworach publicystycznych, literaturze, sztuce i rzeźbie XXI wieku - prostota. Osobiście nigdy tak na to nie patrzyłam, ale od czasu, kiedy przeczytałam napisaną przez Dominique Loreau książkę pt. ,,Sztuka prostoty”, zmienił się także mój sposób patrzenia na świat. Pokazuje ona jak być bardziej świadomym człowiekiem. Uczy, że warto przywiązywać większą uwagę do tego, jak wygląda nasze życie. Zmienia sposób patrzenia na ludzi i jedzenie. Z książki wynika, że prostota pomaga nam w pokonywaniu osobistych barier, jednocześnie czyniąc życie mniej skomplikowanym.


Brak przepychu świadczy o świadomym i trzeźwym podejściu do życia. Dzięki temu, że wiemy, czego chcemy, budujemy w sobie zdrowe emocje, zachowania i reakcje na to, co przynosi nam rzeczywistość. Tak pisze Loreau w swojej książce..

Kolejnym poradnikiem jest nieco inna, ale oparta na również na podobnych schematach książka Jennifer L. Scott pt. ,,Lekcje z Madame Chic”. Poleciła mi ją przyjaciółka i szczerze powiem, że książka jest narawdę bardzo wciągająca! Czyta się ją „jednym tchem”. Prostota objawia się tutaj we francuskiej klasie, idącej w parze z wysoką kulturą osobistą i trzeźwością patrzenia na świat. Dowiadujemy się tutaj, jak autorka poradnika, za sprawą wyjazdu do Francji zmienia swoje dotychczasowe życie. Scott była bowiem przedstawicielką epoki ,,wszechobecnego luzu i chipsów” - słowa żywcem wzięte z okładki, a dzięki zamieszkaniu we Francji na okres kilku miesięcy, nauczyła się ,,jak wyglądać jak milion dolarów, uwodzić i być ikoną stylu”.
O tak.. te dwie książki z pewnością lansują prostotę, która sama w sobie dla niektórych wydaje się być synonimem głupoty lub obycia. Tutaj jednak tak nie jest.. prostota jest głębią doznań prawdziwego, spełnionego i świadomego człowieka.

Prostota jest naprawdę bardzo ważna. Nie komplikuje, lecz ułatwia nasze życie. I my – ludzie XXI wieku starający się za wszelką cenę upraszczać nasze życie powinniśmy z niej korzystać. To sprawi, że znajdziemy czas na wszystko, i..
dla tych zabieganych, którzy nie mają na nic czasu, są pochłonięci przyziemnymi sprawami, albo po prostu zwyczajnie są kulinarnymi ofermami – przepis na banalnie proste, a jakie delikatne i rozpływające się w ustach..

Ciasto drożdżowe


Przepis jest banalnie prosty, tani i wymaga od nas jedynie cierpliwości, bo samego ciasta drożdżowego nie musimy nawet gnieść (jedynie kruszonka) – wystarczy mikser, albo łyżka. W przepisie tym musimy kolejno warstwa po warstwie wrzucać do miski produkty, zgodnie z kolejnością, według której układają się składniki (Jest to bardzo ważne).


Składniki:
Na ciasto:
-10dag drożdży (kruszymy je) -> one jako 1 trafiają do naszej miski
-1 szklanka cukru
-cukier waniliowy (wedle uznania, jeżeli wanilinowy - 1 cały duży))
-szczypta soli
-5 całych, uprzednio roztrzepanych jaj
-1 szklanka mleka
-1 szklanka oleju
-5 szklanek mąki (przesiewamy przez sitko)
Całość przykrywamy suchą ściereczką i odstawiamy na 3 godziny.
Na kruszonkę:
-1 szklanka przesianej mąki
-0,5 szklanki cukru pudru
-1/2 kostki masła w temperaturze pokojowej (wtedy będzie łatwiej zagnieść)
-cukier waniliowy (wedle uznania, jeżeli wanilinowy - 1 cały duży)
Zagniatamy ciasto i odstawiamy do lodówki.


Po trzech godzinach..

Nastawiamy piekarnik na 180 stopni (góra-dół). Zabieramy się za miksowanie ciasta drożdżowego mikserem, bądź mieszamy łyżką lub szpatułką i wylewamy na dużą blachę, wyłożoną uprzednio papierem do pieczenia, bądź wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą.
Takie ciasto wystarczy jeszcze tylko posypać kruszonką. W tym celu wyciągamy ciasto z lodówki i trzemy je na tarce o dużych oczkach nad ciastem drożdżowym. Następnie wstawiamy naszą blachę z ciastem do piekarnika na ok 30-40min. Pamiętajmy o tym, aby sprawdzać patyczkiem, czy nie jest ono surowe.


U mnie ostatnim razem - w wersji ,,na talerzu" - ciasto wyglądało tak jak na zdjęciach:



Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć i jakoś daliście radę przebrnąć przez tą ,,mini epopeję". Gorąco polecam książki wspomniane przeze mnie wcześniej no i na osłodę tego ,,prostego" życia - wyśmienite ciasto drożdżowe.
Buziaki! <3







Za każdym razem, kiedy przeglądam jakieś czasopismo znajduje w nim artykuł dotyczący aktywności fizycznej. Tak, tak.. sport, sport i jeszcze raz sport. Ale co z tego? Takie publikacje tylko mnie przytłaczają, bo wiem, że pomimo wszelkich starań wykonywania jakiegoś ruchu w życiu, to najzwyczajniej w świecie jestem po prostu zabiegana i brak mi na wszystko czasu. Co dopiero w roku szkolnym, kiedy czasami po prostu czekam z utęsknieniem na moment powrotu do domu i zwykłego, bezpretensjonalnego leniuchowania. Tak.. zmęczenie, stres i brak czasu to zmora naszych obecnych czasów.. Pomimo wszystko, zawsze staram się jakoś wykorzystać swój wolny czas i przeznaczyć go na ćwiczenia. A to spacer a to głupie wyjście do sklepu okrężną drogą. Na początku sierpnia 2014r. Rozpoczęłam poszukiwania takiej formy sportu, która sprostałaby mojemu stylowi bycia, a więc takiej, która nie będzie dla mnie zbyt pracochłonna. Wtedy przypomniało mi się, że gdzieś kiedyś widziałam „hula-hop z wypustkami”, a że kręciłam już hula-hop ale tym zwykłym (dla dzieci :P), stwierdziłam, że takie „masujące” mięśnie brzucha będzie super sprawą. Przeczytałam setki stron internetowych, m. in. fora, sklepy w poszukiwaniu opinii odnośnie sprzętu i tego, jaki model odpowiadałby mi najbardziej. No i co z tego wyszło..
Hula-hopem kręcę do tej pory, staram się ok.4 razy w tygodniu po 20 minut w jedną i drugą stronę, co łącznie kosztuje mnie 40min. Wcześniej kiedy w moim życiu rower stacjonarny nie wchodził w grę kręciłam codziennie, ale to było przesadą. Nie mniej jednak, muszę Wam powiedzieć, że kręcenie przyniosło znaczące efekty. Moja talia zmniejszyła się 2 cm, a razem z nią biodra, ale co do nich nie jestem w stanie powiedzieć ile, bo ich nie mierzyłam przed i po.


Wygląda to mniej więcej tak jak na zdjęciu. Akurat to moje składa się z podwójnego systemu kulek, ale na rynku są dostępne też pojedyncze. Niektóre zbudowane są z dodatkowymi, że tak powiem ,,bonusami”- dopełnienie jonami srebra itd.. i ja osobiście takie właśnie posiadam. Jony te mają zapewnić uczucie rześkości, jakie możemy doświadczyć, będąc w górach, lesie,wśród wodospadów - tam gdzie powietrze jest ujemnie zjonizowane. To ma dodać ,,energii i sił". Szczerze to nie wiem, czy to działa, jak czyta się to, co pisze na ten temat producent to wydaje się to być istnym picem na wodę, ale doprawdy uczucie rześkości towarzyszy podczas samego zmagania się z hula-hop, bo jest ono cięższe niż to przeciętne i robi tak zwany ,,wiaterek”.


Na początku kręcenie zaczynałam od 2-3minut, ale że były wakacje kręciłam po parę razy w ciągu dnia, więc później kolejno po 5, 10, 15, aż do 20. Czasami zdarza się po 25-30, ale z tym też trzeba uważać. Dlaczego? Czas odgrywa tutaj bardzo ważną rolę, zwłaszcza w przypadku początkujących, którzy dopiero co zaczynają przygodę z hula-hop, ze względu na powstające podczas kręcenia siniaki. Warto na początku zakładać jakąś bluzę, żeby przez zmniejszenie powierzchni tarcia o skórę, zmniejszyć obrażenia. Bo siniaki jak sami wiemy, potrafią boleć, o czym podczas kręcenia przekonałam się niejednokrotnie. Może to być też spowodowane tym, że mam bardzo delikatną skórę, więc zapewne osoby mniej nadwrażliwe zapewne będą sobie mogły pozwolić na więcej..
Tak więc, jeżeli zależy Wam na poprawieniu swojej tali, zrzuceniu centymetrów w biodrach, ale też ujędrnieniu skóry w okolicach brzucha, szczerze polecam Hula-hop z wypustkami.

Co jeszcze ? Myślę, że takie hula-hop to wspaniała alternatywa dla zabieganych i żyjących w pośpiechu. Podczas ćwiczenia mięśni brzucha tym o to sprzętem można czytać książkę, oglądać TV i jak sama się przekonałam czytać tematy z biologii, czyli nauka też nie jest wtedy odłożona na drugi plan :P. Wiadomo jednak, że samo kręcenie nie gwarantuje nam wyzbycia się zbędnych kilogramów, centymetrów czy stresu, nasilonego przez media nakręcające całe Polskie, ba nawet Ogólnoświatowe społeczeństwo na bycie fit. Ja akurat lubię ćwiczyć, więc nie mam z tym problemu. Chciałam jeszcze powiedzieć, że oprócz samego kręcenia kółkiem dobrze jest robić coś jeszcze. Ja staram się 2-3-4 razy w tygodniu, (to zależy od czasu i samopoczucia) jeździć na rowerze stacjonarnym. Tak naprawdę to wszystko zależy od nas – przecież niektórzy nade rower wolą uprawiać jogging, nordic walking, pływać, chodzić na rolki, siłownię, judo, karate itd.. Możliwości jest tyle, ile naszych pasji i przede wszystkim chęci, bo pamiętajmy, że nie należy się zrażać i jeżeli bardzo czegoś chcemy, musimy próbować. W końcu..
trening czyni mistrza!
Czy można wyobrazić sobie coś bardziej smaczniejszego niż świeża, polska truskawka, prosto z krzaka? Według mnie - nie. W sezonie potrafię nie jeść niczego poza truskawkami. Jest to stały element mojego śniadania, lunchu, obiadu, kolacji czy podwieczorka. Tak było już od dzieciństwa, kiedy jako mała dziewczynka podkradałam je z siostrą, z dopiero co kupionej przez mamę łubianki. Mama ukradkiem widząc nasze zainteresowanie tym, że tak powiem afrodyzjakiem, kupowała jeszcze więcej, twierdząc że skoro tak bardzo je lubimy, musimy je jeść. Wszystko to działo się nie bez powodu, bowiem twierdziła, że to samo zdrowie! Oczywiście miała rację, ale skąd dzieci mogły być tego w pełni świadome? A co kryje się pod pojęciem ,,zdrowie"? Przede wszystkim zawierają pektyny i kwasy organiczne, które wpływają na perystaltykę jelit i znacznie przyspieszają trawienie. Wpływają na pracę wątroby oraz układu moczowego. Usprawniają pracę serca, pomagają utrzymać cukier na właściwym poziomie, mają działanie antywirusowe, niski indeks glikemiczny (40) i tonę witamin. Zalecane dla osób, będących na diecie (w 100g mieści się ok.30kcal). Jeżeli macie ochotę więcej poczytać na temat truskawek, odsyłam tutaj: poradnikzdrowie Dodam tylko, że ceny stopniowo się zmniejszają, dlatego naprawdę warto - teraz za łubiankę zapłacimy ok. 10zł.


Jak już mówiłam, truskawki - przełomem maj/czerwiec są nieodłącznym elementem mojej diety. Idealnie komponują się ze śniadaniową granolą, w koktajlu zarówno z samych truskawek jak i z dodatkiem otrębów, kefiru czy innych owoców, wypiekach - licznych tartach, muffinach, sernikach, ciastach kruchych, drożdżowych, bezach i wielu wielu innych deserach. Tak naprawdę nie jestem w stanie wymienić wszystkiego, ponieważ jak sami wiecie, jest tego mnóstwo.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami przepisem na:





Sernik na zimno
Pochodzi on ze starego przepiśnika mojej Mamy. Pamiętny już z czasów dzieciństwa i beztroski, kiedy znikał w przeciągu chwili. Polecam!!:))

Składniki:
2 żółtka
1 kostka masła
1 niecała szklanka cukru pudru
5 serków homogenizowanych waniliowych (polecam te z krową - po 200g)
3 łyżki żelatyny
1 szklanka mleka
truskawki
1 galaretka truskawkowa
3 paczki herbatników szkolnych
opcjonalnie papier do pieczenia

Sposób przygotowania:
1.W naczyniu I robimy galaretkę i odstawiamy do wystygnięcia
2.W szklance mleka (uprzednio podgrzanego) rozpuszczamy żelatynę i odstawiamy do przestygnięcia
3.W misce ucieramy masło na gładką masę, dodajemy cukier puder dalej ucierając, później żółtka, następnie serki, a na końcu mleko z żelatyną (wszystko miksujemy turami, kolejno jedno po drugim-nie wrzucamy tego na raz)
4.Blachę wykładamy papierem do pieczenia, na którym umieszczamy herbatniki, wylewamy naszą masę z serków i wkładamy do lodówki na jakąś godzinę
5.Gdy widzimy, że masa już nieco stężała dodajemy pokrojone na pół, bądź całe wedle uznania truskawki i zalewamy galaretką.
6.Odstawiamy do lodówki (najlepiej na noc, aby sernik odpowiednio stężał)






Czekam na Wasze opinie dotyczące posta i gorąco zachęcam do komentowania!