Ale.. wcale nie na żółto ani niebiesko, bo w tym wydaniu malować będziemy nie krajobrazy czy budynki, ale nasze twarze!:) W tym celu posłużą nam pędzle i to właśnie o nich będzie mowa w dzisiejszym wpisie.
Jakiś czas temu zaczęłam rozglądać się za pędzlami do makijażu. W tym celu obejrzałam liczne blogi i fora internetowe. Stwierdziłam, że pójdę w kierunku kupna trzech pędzli z firmy hakuro – do blendowania, nakładania pudru i bronzera. Ich koszt to ok. 30zł za jeden pędzel. Kiedy uzbierałam trochę pieniędzy postanowiłam, że w końcu to zrobię. Było jednak jeszcze jedno małe ALE..
Przed samym wniesieniem opłaty za te pędzle postanowiłam jeszcze trochę poszperać w internecie ale tak ogólnie nie tylko o tych z hakuro. Natknęłam się na jedną z vlogerek, która strasznie zachwalała chińszczyznę za bagatela 25zł! Co najlepsze w tej cenie było aż 10 pędzli. Na pierwszy rzut oka pomyślałam, że to na pewno jakiś kicz, w końcu z reguły jest tak że cena jest proporcjonalna do jakości albo zdecydowanie ją przewyższa. W tym wypadku jest jednak inaczej – tutaj jakość niewątpliwie przewyższa cenę! Później obejrzałam jakieś kolejne 10 filmików o tych pędzlach i postanowiłam je wypróbować. Zrezygnowałam więc z pędzli marki hakuro i zamówiłam te oto chińskie puchacze.
Moje pierwsze wrażenie po rozpakowaniu przesyłki nie było zbyt pochlebne w kierunku tych pędzli – śmierdziały tanimi chińskimi wyrobami. W tej samej chwili pomyślałam, że moje pierwsze przeczucie o tych pędzlach się ziści. Postanowiłam jednak ich tak od razu nie przekreślać i umyłam je szamponem do włosów. Gdy wyschły do suchej nitki, przykry zapach zniknął. Następnego dnia po raz pierwszy użyłam pędzli do pełnego make-up’u. Przyznam szczerze, że nigdy dotąd jakoś bardzo się nie malowałam, bo wg mnie makijaż w pełnej okazałości jest dobry wyłącznie na jakieś spektakularne okazje. Zawsze jednak miałam ciągoty do malowania i gdy zabrałam się za blendowanie to później szło już gładko – makijaż za makijażem a ja coraz więcej kombinacji przy im odczyniałam :P
Jeżeli chodzi o aplikację fluidu czy kremu bb – podkład nakłada się perfekcyjnie. Włosie jest bardzo miękkie i miłe w dotyku a jednocześnie dość sztywne aby móc bez problemu zaaplikować daną bazę na twarz. Tak też jest w przypadku bronzera i różu oraz cieni. Wiem, że każdemu odpowiada co innego i każdy tak naprawdę używa danego pędzla pod siebie – jak mu wygodnie. Z tego też względu nie zwracam szczególnej uwagi na te właśnie mankamenty w tym poście.
Podsumowując, uważam że chińskie puchacze są warte zakupienia, zwłaszcza dla osób, które tak jak ja stawiają pierwsze kroki w pełniejszym makijażu. U mnie zawsze był jeden jedyny pędzel, później pojawił się kolejny, ale gdy tych 10 puchaczy – 5 dużych i 5 małych zagościły w mojej łazience aplikacja makijażu stała się szybsza i bardziej efektywna. Gorąco polecam!!
Jeżeli ten post Wam się spodobał bądź jesteście zainteresowani tego typu wpisami, piszcie w komentarzach i dawajcie kciuki w górę!
★★★
POPULARNE POSTY
-
Sezon na śliwki trwa, więc nie pozostaje nam nic innego, jak cieszyć się ich cudownym smakiem.. Są znakomitym elementem śniadania, obiadu, k...
-
Dzisiaj chciałabym polecić Wam dwie fantastyczne książki i przepis na najlepsze na świecie ciasto drożdżowe, a że moja osobista wena twórc...
-
Za każdym razem, kiedy przeglądam jakieś czasopismo znajduje w nim artykuł dotyczący aktywności fizycznej. Tak, tak.. sport, sport i jeszcze...
BANNER




Pędzle prezentują się świetnie , bardzo profesjonalnie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
www.evelinebison.pl
Jak dla mnie, takie właśnie są :)
UsuńDzięki i również pozdrawiam !
O, jak na chińskie wyglądają bardzo profesjonalnie! Ja zdecydowałam się na Hakuro i jestem z nich bardzo zadowolona, choć zważywszy na cenę Twoich, równie dobrych jakościowo, chyba przepłaciłam;)
OdpowiedzUsuńNie jestem jakąś specjalistką od makijażu, no ale według mnie takie właśnie są :)
UsuńChcemy więcej takich postów!;)
OdpowiedzUsuńW takim razie postaram się o to aby zwiększyć ich ilość :))
Usuń