Od zetknięcia się z poważnym schorzeniem kręgosłupa do pasji, która wywraca życie do góry nogami..

By | 01:29:00 2 Komentarze
Słowa, zawarte w tytule idealnie odzwierciedlają historię Artura – aktualnie - 30 letniego pasjonata sportu, dla którego kalistenika stała się bronią w walce z przepukliną kręgosłupa, która pojawiła się w jego życiu, wywracając je do góry nogami. Bardzo chciałabym udostępnić informacje, jakie przekazał mi Artur, bo uważam, że mogą one pomóc osobom, zmagającym się z podobnym problemem.
A historia wyglądała mniej więcej tak..

,,Od zawsze pasjonowałem się sportem. Zapasy trenowałem już od 9 roku życia, regularnie ćwiczyłem i ogólnie dbałem o swoją kondycję i zdrowy tryb życia. Nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem, byłem można rzec - okazem zdrowia. Pewnego dnia, w czasie pracy na rusztowaniu przewróciłem się, po czym upadłem na kręgosłup w pozycji skulonej na betonową posadzkę. Po tym wydarzeniu nic nie wskazywało na to, abym doznał jakiś poważniejszych obrażeń i szkód.. czułem się jak dotychczas – pełny sił i zapału pracowałem, trenowałem, nie oszczędzając się kompletnie. Wszystko było na swoim miejscu.. ale niestety nie trwało to długo..
Po ok. 2 miesiącach zacząłem odczuwać bóle w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Wydawało mi się, że to zwykłe ,,przewianie” lub tak zwane ,,korzonki”. Bynajmniej tak nie było.. Przy rozbiórce domu, jaką w tym czasie przeprowadzałem, przyszło mi dźwigać ciężkie i masywne, drewniane bale. Na drugi dzień nie mogłem podnieść się z łóżka. Czułem intensywny ból kręgosłupa, przeszywający całe moje ciało, a piętnujący zwłaszcza na prawą nogę. Nie mogłem jej podnieść nawet na 15 cm do góry. Nie wiedziałem co się dzieje.. Z cudem udało mi się podnieść i jakoś dojechać do lekarza. Diagnoza była przerażająca – rwa kulszowa w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Tomografu, który miał być dopiero za miesiąc wyczekiwałem z ogromnym napięciem. Był to najgorszy miesiąc mojego życia. Jakoś go na szczęście doczekałem, ale przyznam nie było łatwo. Zwykłe, przyziemne czynności, takie jak choćby nawet pójście do toalety sprawiały mi problem, bo musiałem wstać i jakoś doczołgać się do łazienki. Nareszcie nastąpił mój wyczekiwany dzień – zdiagnozowano 12 milimetrową przepuklinę. Lekarz jasno zakomunikował, że muszę zmienić charakter pracy i przestać trenować.. czyli porzucić całe swoje dotychczasowe życie.. Chciało mi się płakać, wszystko nagle straciło sens. Od jednego lekarza do drugiego, zastrzyk przeciw zapalny w kręgosłup, szperanie w sieci – fora, poradniki, portale społecznościowe. Znalazłem już nawet odpowiedniego neurochirurga i umówiłem się na operację. Tym wtedy żyłem. Z biegiem czasu ból, zaczął nieco ustępować, nie doskwierał tak bardzo. Zbliżający się termin operacji zamiast wywoływać ulgę, coraz bardziej mnie przerażał… Postanowiłem umówić się na wizytę do fizjoterapeuty. Te kilka seansów, jakie u niego miałem zdawały się być raczej marną szansą na znaczną poprawę zdrowia. Dostałem od niego jednak zestaw odpowiednich dla mnie ćwiczeń, wzmacniających kręgosłup i brzuch. Wtedy pojawiła się iskra nadziei, że jednak jakoś się z tego wywinę. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i że kosztować mnie to będzie masę pracy.
Zacząłem regularnie ćwiczyć. Oczywiście musiałem uważać, nie było co do tego żadnych wątpliwości, ale w miarę upływu czasu, moje treningi stawały się coraz bardziej intensywne, a ja zaczynałem czuć się coraz lepiej.
Minęło już 3 lata od nieszczęśliwego wydarzenia, a ja nie czuję, abym kiedykolwiek doświadczył podobnych obrażeń. Rok temu zafascynowała mnie kalistenika (street workout), odrzuciłem siłownię i sam postanowiłem spróbować swych sił w tym sporcie. Od tego czasu regularnie ćwiczę na paraletkach, drążkach i poręczach. Dzięki temu zyskałem sprawność fizyczną o jakiej przed kontuzją mogłem jedynie pomarzyć. Gdy miałem ostatnio wizytę u neurologa, ten patrzył na mnie z niedowierzaniem. Sam nie wierzył w to, że jakoś mi się uda. Ja jednak się nie poddałem i teraz mogę się tylko cieszyć. Moja determinacja się opłaciła. Mam nadzieję, że to się nie zmieni i kiedyś będę mógł sam wziąć udział w zawodach street workout. Ćwiczenia na drążku usprawniają nie tylko kręgosłup i brzuch, ale całe ciało. Angażują partie mięśni, które czasami bywają nawet przez lata nie używane. Kalistenika zmieniła moje życie na zawsze, mogę otwarcie powiedzieć, że narodziłem się na nowo.”


Poprzez swoją historię Artur pragnie powiedzieć, że jeśli macie jakiś problem ze zdrowiem, kontuzja sprawiła, że nie możecie robić wielu rzeczy, które dotychczas były dla Was bardzo ważne, nie poddawajcie się i spełniajcie swoje marzenia! Sport wpływa na organizm zarówno z zewnątrz jak i od środka. Nie trzeba przechodzić ciężkich operacji i z góry skazywać się na ograniczenia do końca życia. Wystarczy znalezienie odpowiednich ćwiczeń i umiejętne zagospodarowanie czasu na nie. Zbudować samego siebie na nowo, nie jest prosto, ale jeśli ma się motywacje, jaką jest rodzina, dom, zdrowie, praca i własne marzenia, wszystko da się zrobić, bowiem nie ma rzeczy nie możliwych. Jeśli masz pytania, dotyczące zarówno samej przepukliny kręgosłupa, jak i kalisteniki – odsyłam na STRONĘ Artura na facebooku. Dodam, że wszystkie wiadomości są na bieżąco odczytywane i nie ma takiej możliwości, abyś pozostał bez odpowiedzi!

Nowszy post Starszy post Strona główna

2 komentarze :

  1. Inspirująca historia, to ważne aby nie rezygnować z marzeń:) Ja po wielu latach spędzonych na kanapie też zaczęłam ćwiczyć - również z powodu kręgosłupa - i bardzo na tym zyskałam, czuje się świetnie odkąd ćwiczę, na razie 2 miesiące dopiero, ale mam nadzieję, że nie zabraknie mi zapału...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Realizacja marzeń to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu :) Trzymam kciuki za wytrwałość! :)

      Usuń